RSS
piątek, 17 listopada 2017

Na początku uznałam tę deszczową pogodę za coś normalnego. Był luz. Ale teraz z przykrością muszę stwierdzić, że długotrwałe deszcze, choćby nie padały przez cały dzień, ale za to niemal codziennie, potrafią sfrustrować. Co za dużo to niezdrowo. Zwłaszcza, że dzień się skraca i robi się nieprzyjemnie. Oby do wiosny, a przynajmniej do stycznia, kiedy to dzień zacznie się wydłużać i powieje optymizmem.

A dobra wiadomość na dziś trzmi: nie muszę robić obiadu, bo wczoraj wieczorem zrobiłam gołąbki :)

Tagi: deszcze
15:38, ajamamswojezdanie
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 23 października 2017

I cóż, że pada. Jest jesień to i pada. Grunt, że jest jednocześnie wystarczająco zimno, żeby się komary nie namnożyły. Za to na świecie będzie czyściej: deszcz oczyści nie tylko powietrze z pyłków i pyłów, ale też ulice i samochody. No dobrze, w taką pogodę nie zazdroszczę właścicielom zwierząt lubiących wychodzić na spacerki i miłośniczkom zamszowych bucików... Ale poza tym: luz; zgodnie z zasadą, że nie ma złej pogody jest tylko nieodpowiednie ubranie. Poza tym taka pogoda potrafi wytworzyć w domu przyjemny, przytulny nastrój. Bo przyznajcie sami, że przyjemnie jest wbiec do domu, zdjąć mokre buty i ciuchy, ubrać coś suchego i ciepłego, zjeść pyszny obiadek, zapalić świeczki i poleniuchować trochę przed telewizorem, książką albo delektując się muzyką. Choć przyznaję, że w taką pogodę największym problemem i wyzwaniem może być samo dotarcie do domu. Zwiększone korki dziś gwarantowane. Wielu kierowców kompletnie nie wie jak się zachować na drodze, gdy pada...

A hitem informacyjnym na dziś jest ukaranie Owsiaka za... przeklinanie. W kraju, w którym bluzga każdy od budowlańców, przez policjantów, prawników i polityków, po - obstawiam - sędziego, który wydał wyrok. I zwykle jest to uważane jako wyraz ekspresji. Normalne słownictwo, kierowane z zasady do dorosłych ludzi, których takimi słowami trudno zgorszyć. Że wypowiadane publicznie? Hmm... A co z piosenkami, filmami, książkami, do których dostęp mają wszyscy bez względu na wiek? Ba, bluzgi znajdziemy nawet w słownikach. Może warto więc zaakceptować fakt, że istnieją i dać sobie spokój z karaniem za ich używanie?

Tak mi się przypomniało, że dziś do domu tak szybko nie dotrę nie tylko przez korki. Muszę jeszcze zahaczyć o sklep sportowy, żeby kupić matę do ćwiczeń. Przyzwyczaiłam się do treningów w domu 5 razy w tygodniu. Do tej pory ćwiczę na dywanie, ale doszłam do wniosku, że od tego za bardzo się ugniata, odkształca i pewnie też przepaca. Muszę więc przenieść się na matę i znaleźć w pobliżu jakieś pranie dywanów, żeby go odświeżyć. Koleżanka zasugerowała, żebym kupiła odkurzacz piorący, ale w sumie po co? Skoro na co dzień wystarczy zwykły. A "od święta" mogę oddać do czyszczenia do punktu i tyle.

wtorek, 26 września 2017

Jestem z siebie dumna :) Zrobiłam sobie świetny stojak na przyprawy :) Normalnie bym kupiła, ale nie znalazłam żadnego, który by spełniał moje wymagania co do gabarytów. Doszłam więc do wniosku, że zrobię go na wymiar. Miał zrobić stolarz, ale na etapie projektowania okazało się, że jest to prosta spawa. I udało się :) Wygląda świetnie. Może rozminęłam się z powołaniem ;) Żart, fajna zabawa, ale od papieru ściernego mam zrujnowane ręce...

14:24, ajamamswojezdanie
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 05 września 2017

Niniejszym otwieram sezon na:

1. powidła śliwkowe,

2. grzybobranie (cudownie),

3. "a mogę dziś nie iść do szkoły",

4. koniec obiadków na tarasie (za zimno, zbyt wietrznie),

5. grabienie liści...

U Was to samo?

Tagi: sezon
13:28, ajamamswojezdanie
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 18 lipca 2017

Moje osobiste dziecko postanowiło nauczyć się grać na gitarze. Co prawda kiedyś już próbowało, ale bez szczególnego zapału i zacięcia, więc nauka nie trwała długo i wkrótce gitara wylądowała na stojaku. Tym razem podobno po obozie z harcerzami złapało bakcyla i ambitnie ćwiczy. A ja tymczasem powtarzam, że należy walczyć ze słomianym zapałem i konsekwentnie dążyć do celu. Mam nadzieję, że tym razem uda się ten cel osiągnąć. A jest taki, żeby w rok nauczyć się nieźle grać, i na obóz w przyszłym roku pojechać z gitarą. Niech gra, niech ćwiczy. Chwała dziecku za to, że nie wybrało na swoje hobby perkusji...

Wczoraj wieczorem zauważyłam, że jakiś .... (piiiii) porysował i wgniótł mi karoserię z przodu auta. Chyba nawet wiem kto, choć za rękę nie złapałam, więc nie mogę nawet się wyżyć. Ponieważ należę do osób, które szanują swoje rzeczy, popsuło mi to humor na cały wieczór. W sumie tak się zastanawiam czy nie wystąpić o odszkodowanie do ubezpieczyciela. W końcu po to się płaci coraz wyższe składki. Mąż tylko ostrzega, że biorąc pod uwagę ich ograniczenie w wysokości odszkodowania, mogę na tym więcej stracić płacąc jeszcze wyższą składkę na kolejny rok. Bo o ile np. za wypadek śmiertelny odszkodowania wzrosły, to za szkody majątkowe zmalały (przez wprowadzenie ograniczenia, tzn. wypłacana jest kwota powyżej 500 zł szkody, a do tych 5 stów finansuję ją sobie sama). Świetny sposób na oszczędność i pozorność ochrony. Ograniczenie nie tylko do jakiejś tam kwoty (sumy ubezpieczenia), ale i brak odpowiedzialności poniżej jakiejś kwoty.

Dzisiaj rano, a właściwie bladym świtem, doszłam do wniosku, że albo w naszej okolicy codziennie zdarzają się kradzieże czy też próby kradzieży aut, albo ktoś nie potrafi obchodzić się ze swoim. W zeszłym tygodni kilka razy, wczoraj i dziś po 5 rano obudził mnie bowiem wyjący alarm. Nie ma bata, nie będę spała w lecie przy zamkniętym oknie, ale niech ja namierzę tego "budzika" to powiem mu (lub jej) co o tym sądzę.

A z pozytywnych rzeczy - przetestowałam ostatnio pobliską pierogarnię i powiem Wam, że pycha! Stwierdziłam, że po co tracić czas na robienie samemu, skoro można kupić tak smaczne w pobliżu. I też ręcznie robione, nie jakieś tam z paczki jakości przemysłowej. Przedwczoraj skusiłam się na pierogi z jagodami i to było naprawdę COŚ.

A tak w ogóle to mamy cudowne lato.

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Odwiedziłam rodziców z okazji Dnia Ojca i po prostu muszę napisać, że już dawno nie jadłam tak dobrego ciacha, jakie zaserwowała mama. A jem ich sporo, choć bez jakiegoś szczególnego entuzjazmu. To znaczy lubię sobie przegryźć kawałek do kawki, ale gdyby wprowadzono przepis zakazujący jedzenia ciast, to bym nie płakała. Nie wiem jednak czy teraz to się nie zmieni. Otóż, ciastowe odkrycie minionego weekendu to pistacjowy sernik. Mniam, coś pysznego. Puszysty, kremowy, pistacjowy. Polecam.

Na razie to tyle, bo trzeba wracać do pracy... A po pracy - piekę :)

13:58, ajamamswojezdanie
Link Dodaj komentarz »
piątek, 23 czerwca 2017

Przypominam wszystkim zapominalskim, że dziś jest Dzień Ojca :) a nie tylko koniec roku szkolnego. A przy okazji wszystkim Tatusiom życzę wszystkiego najlepszego, a dzieciom wesołych, szalonych ale bezpiecznych wakacji :)

U nas ostatnio rozpoczął się intensywny sezon na wesela. Co piątek i w sobotę przejeżdżają trąbiąc pięknie ustrojone auta. Najwyraźniej księża dają już dyspensy na piątek... Kiedyś nikt w tym dniu nie urządzał wesel, ba, nawet o dyskoteki w szkołach toczyła się dyskusja. A dziś, inne czasy. W poprzedni weekend wiele par miało pecha, bo pogoda nie dopisała, więc jak się ktoś nastawiał na wesele w plenerze, to musiał zmienić koncepcję albo zmarznąć. Dzisiaj także pada, chociaż jest ciepło. No i w ogóle to taki ciepły, przyjemny letni deszczyk, choć może niezbyt przyjazny sukniom ślubnym. Na pocieszenie: co tam ciuchy, najważniejsze, żeby się hajtnąć z właściwą osobą :) Dziś, kiedy wyszłam z pracy po truskawki (szef tego nie czyta :) ) też mijałam przystrojone auto do ślubu, ale tak sobie myślę, że coś wcześnie było, więc chyba jechali na jakąś sesję... Przydałoby się zrobić bramę... A może w dzisiejszych czasach już się ich nie robi...

Dla mnie pozytywem dzisiejszego deszczu jest ograniczenie pyłków. Strasznie dużo ich w powietrzu latało, powodując u mnie i u syna intensywne ataki kichania. Może teraz jak spłynie z deszczem, będzie lepiej. 

Późnym wieczorem wybieram się na poszukiwania świetlików. Ongiś bywały w naszej okolicy całkiem pokaźne roje. W zeszłym roku ich nie widziałam, dwa lata temu latały jakieś pojedyncze sztuki. Ciekawe gdzie się przeniosły... Może je znajdę... Za to latają takie wielkie chrząszcze bardzo przyjacielsko nastawione do ludzi. To "przyjacielsko" objawia się w wielkiej czepliwości. Przytulać się toto chce i przyczepiać do włosów. Łatwo rozpoznać z daleka ludzi, którzy im się spodobali po nieskoordynowanych, chaotycznych ruchach :)

Miłego dnia.

14:47, ajamamswojezdanie
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 10 kwietnia 2017

No to jestem. Tym razem nie po trzech miesiącach, tylko trzech dniach, tym niemniej, jak widać trójka nadal rządzi :)

A jestem, bo akurat mam wolną chwilkę i postanowiłam przelać moje wątpliwości związane z ostatnim "niusem". Otóż, przeglądając dzisiejsze wiadomości, dowiedziałam się, że ma zostać zmieniony nieco kodeks pracy na korzyść płatności bezgotówkowych. To znaczy ministerstwo wymyśliło sobie, że rozszerzenie obowiązku wypłaty wynagrodzenia na konto ograniczy szarą strefę. Hmm... Jak dla mnie to trochę fantastyka, niekoniecznie naukowa. Prawda, że jest to wygodniejszy sposób płacenia i dla pracodawcy i dla pracownika, ale po wprowadzeniu zmian w postaci obowiązku podpisania umowy o pracę przed rozpoczęciem pracy, ten jest bardzo wtórny. Myślę, że nadal jest bardzo duża grupa pracodawców, którzy - chcąc ograniczyć koszty i wykorzystać sytuację - płacą pracownikom jakieś tam minimum na konto, a resztę "pod stołem". I planowana zmiana na to nie wpłynie.

Zatem jak dla mnie jest to tylko ukłon w stronę banków i zwiększenia im klientów. No dobra, jeszcze ułatwienie dla skarbówki i innych służb mających prawo do skontrolowania naszego konta. Może jeszcze dla komorników, bo to najłatwiejszy sposób wyegzekwowania długu. Ale jako sposób zwalczania szarej strefy jakoś tego nie widzę...

Poza tym takie mamy czasy, że nie jestem pewna czy to dobry pomysł, żeby trzymać wszystkie pieniądze w banku...

12:35, ajamamswojezdanie
Link Komentarze (1) »
piątek, 07 kwietnia 2017

Hmm... Zdaje się, że znowu dopadła mnie klątwa trójki. Ostatni wpis sprzed 3 miesięcy, z innej pory roku, choć zdaje się, że również skrobany wieczorem. Walczyć z tym czy odpuścić? - oto jest pytanie. Może po prostu pozostawię tę kwestię własnemu biegowi, bo wcześniejsze obietnice na niewiele się zdały.

Okazało się też, że na pstryknięcie palcami nie da się znaleźć pasji, prawdziwego hobby, w pełnym tego słowa znaczeniu. Nie pojawi się nagle coś co człowieka do tego stopnia zafascynuje, żeby mógł powiedzieć: znalazłem pasję w życiu. Ślęczę więc w wolnych chwilach w tym, co zwyczajnie lubię lub co postanowiłam sobie szlifować, czyli zwykle w książkach, "garach" - eksperymentując z autorskimi przepisami lub przeróbkami, a czasem też "grając" na pianinie. Musiałam napisać w cudzysłowie, bo bez tego brzmiało mi zbyt dumnie jak na moje marne umiejętności, o zdolnościach nie wspominając. Ale co tam, kariery pianistki nie zrobię; za późno na to, a grając dla siebie, dla przyjemności nie spieszy mi się z nauką.

W najbliższy weekend wejdziemy w końcową część okresu przedświątecznego. Marzy mi się piękna pogoda, żeby nie trzeba było znowu w święta przykisnąć w domu. Wcześniej też przyjemniej robiłoby się zakupy, sprzątało i gotowało, gdyby można było otworzyć okna i nie zmarznąć. Muszę wybrać się na wieś do zaprzyjaźnionego gospodarstwa po jajka i nabiał. Trzeba też będzie pamiętać o wcześniejszym zamarynowaniu mięs i zrobieniu zakwasu na żurek... Lubię ten czas. 

Ostatnio usłyszałam, że się starzeję... Objawem mojej starości na szczęście nie są wielkie zmarszczki, tylko upodobania. Koleżanki dodały do siebie trzy przesłanki: brak smartfona, brak FB i zamiłowanie do płyt winylowych, i na tej podstawie wyciągnęły wniosek, że straszny ze mnie dinozaur... Niech im będzie. Kiedy widzę jak się zachowują kiedy wyjdziemy np. do knajpki posiedzieć, tzn. ile czasu spędzają z nosami w smartfonach i te selfie co chwilę, bo przecież trzeba się światu pochwalić, że się wyszło z domu, to wolę być zacofana i cieszyć się realnym światem.

Niedługo po świętach, będzie kolejne wolne - długi majowy weekend. W tym roku bardzo długi, przynajmniej jak dla mnie. Marzył mi się wyjazd nad morze; przeglądałam nawet fajne apartamenty w Kołobrzegu, ale prawdopodobnie będzie jakiś problem z urlopem męża na cały ten czas, więc na razie pozostaję bez wyraźnych planów. Choć moim zdaniem już nienormalną sytuacją jest to, żeby na niecały miesiąc wcześniej nie wiedzieć czy dostanie się wolne czy nie...

Zrobiło się późno. Trzeba iść zrobić jakąś kolację i poczytać trochę :)

wtorek, 31 stycznia 2017

Nie, nie mam chandry, ani tym bardziej depresji. Na szczęście. Ale i tak po podsumowaniu mojego pozazawodowego życia wychodzi, że jest ono koszmarnie, beznadziejnie nudne. Zero pasji, mało przyjemności. Naganne marnowanie życia i chwil, które już nie wrócą. I z tym muszę walczyć. I z tym muszę koniecznie coś zrobić. Chętnie zakończyłabym te wywody słowem "amen", ale z tego co czytam, jest ono ostatnio grubo nadużywane przez osoby, z których poglądami nie chcę się utożsamiać, więc napiszę po prostu: wykonać ;)

Miłego wieczora.

I nocy też :)

Dziś Dzień Przytulania, przypominam :)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
Tagi
Projektowanie Stron