RSS
wtorek, 18 lipca 2017

Moje osobiste dziecko postanowiło nauczyć się grać na gitarze. Co prawda kiedyś już próbowało, ale bez szczególnego zapału i zacięcia, więc nauka nie trwała długo i wkrótce gitara wylądowała na stojaku. Tym razem podobno po obozie z harcerzami złapało bakcyla i ambitnie ćwiczy. A ja tymczasem powtarzam, że należy walczyć ze słomianym zapałem i konsekwentnie dążyć do celu. Mam nadzieję, że tym razem uda się ten cel osiągnąć. A jest taki, żeby w rok nauczyć się nieźle grać, i na obóz w przyszłym roku pojechać z gitarą. Niech gra, niech ćwiczy. Chwała dziecku za to, że nie wybrało na swoje hobby perkusji...

Wczoraj wieczorem zauważyłam, że jakiś .... (piiiii) porysował i wgniótł mi karoserię z przodu auta. Chyba nawet wiem kto, choć za rękę nie złapałam, więc nie mogę nawet się wyżyć. Ponieważ należę do osób, które szanują swoje rzeczy, popsuło mi to humor na cały wieczór. W sumie tak się zastanawiam czy nie wystąpić o odszkodowanie do ubezpieczyciela. W końcu po to się płaci coraz wyższe składki. Mąż tylko ostrzega, że biorąc pod uwagę ich ograniczenie w wysokości odszkodowania, mogę na tym więcej stracić płacąc jeszcze wyższą składkę na kolejny rok. Bo o ile np. za wypadek śmiertelny odszkodowania wzrosły, to za szkody majątkowe zmalały (przez wprowadzenie ograniczenia, tzn. wypłacana jest kwota powyżej 500 zł szkody, a do tych 5 stów finansuję ją sobie sama). Świetny sposób na oszczędność i pozorność ochrony. Ograniczenie nie tylko do jakiejś tam kwoty (sumy ubezpieczenia), ale i brak odpowiedzialności poniżej jakiejś kwoty.

Dzisiaj rano, a właściwie bladym świtem, doszłam do wniosku, że albo w naszej okolicy codziennie zdarzają się kradzieże czy też próby kradzieży aut, albo ktoś nie potrafi obchodzić się ze swoim. W zeszłym tygodni kilka razy, wczoraj i dziś po 5 rano obudził mnie bowiem wyjący alarm. Nie ma bata, nie będę spała w lecie przy zamkniętym oknie, ale niech ja namierzę tego "budzika" to powiem mu (lub jej) co o tym sądzę.

A z pozytywnych rzeczy - przetestowałam ostatnio pobliską pierogarnię i powiem Wam, że pycha! Stwierdziłam, że po co tracić czas na robienie samemu, skoro można kupić tak smaczne w pobliżu. I też ręcznie robione, nie jakieś tam z paczki jakości przemysłowej. Przedwczoraj skusiłam się na pierogi z jagodami i to było naprawdę COŚ.

A tak w ogóle to mamy cudowne lato.

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Odwiedziłam rodziców z okazji Dnia Ojca i po prostu muszę napisać, że już dawno nie jadłam tak dobrego ciacha, jakie zaserwowała mama. A jem ich sporo, choć bez jakiegoś szczególnego entuzjazmu. To znaczy lubię sobie przegryźć kawałek do kawki, ale gdyby wprowadzono przepis zakazujący jedzenia ciast, to bym nie płakała. Nie wiem jednak czy teraz to się nie zmieni. Otóż, ciastowe odkrycie minionego weekendu to pistacjowy sernik. Mniam, coś pysznego. Puszysty, kremowy, pistacjowy. Polecam.

Na razie to tyle, bo trzeba wracać do pracy... A po pracy - piekę :)

13:58, ajamamswojezdanie
Link Dodaj komentarz »
piątek, 23 czerwca 2017

Przypominam wszystkim zapominalskim, że dziś jest Dzień Ojca :) a nie tylko koniec roku szkolnego. A przy okazji wszystkim Tatusiom życzę wszystkiego najlepszego, a dzieciom wesołych, szalonych ale bezpiecznych wakacji :)

U nas ostatnio rozpoczął się intensywny sezon na wesela. Co piątek i w sobotę przejeżdżają trąbiąc pięknie ustrojone auta. Najwyraźniej księża dają już dyspensy na piątek... Kiedyś nikt w tym dniu nie urządzał wesel, ba, nawet o dyskoteki w szkołach toczyła się dyskusja. A dziś, inne czasy. W poprzedni weekend wiele par miało pecha, bo pogoda nie dopisała, więc jak się ktoś nastawiał na wesele w plenerze, to musiał zmienić koncepcję albo zmarznąć. Dzisiaj także pada, chociaż jest ciepło. No i w ogóle to taki ciepły, przyjemny letni deszczyk, choć może niezbyt przyjazny sukniom ślubnym. Na pocieszenie: co tam ciuchy, najważniejsze, żeby się hajtnąć z właściwą osobą :) Dziś, kiedy wyszłam z pracy po truskawki (szef tego nie czyta :) ) też mijałam przystrojone auto do ślubu, ale tak sobie myślę, że coś wcześnie było, więc chyba jechali na jakąś sesję... Przydałoby się zrobić bramę... A może w dzisiejszych czasach już się ich nie robi...

Dla mnie pozytywem dzisiejszego deszczu jest ograniczenie pyłków. Strasznie dużo ich w powietrzu latało, powodując u mnie i u syna intensywne ataki kichania. Może teraz jak spłynie z deszczem, będzie lepiej. 

Późnym wieczorem wybieram się na poszukiwania świetlików. Ongiś bywały w naszej okolicy całkiem pokaźne roje. W zeszłym roku ich nie widziałam, dwa lata temu latały jakieś pojedyncze sztuki. Ciekawe gdzie się przeniosły... Może je znajdę... Za to latają takie wielkie chrząszcze bardzo przyjacielsko nastawione do ludzi. To "przyjacielsko" objawia się w wielkiej czepliwości. Przytulać się toto chce i przyczepiać do włosów. Łatwo rozpoznać z daleka ludzi, którzy im się spodobali po nieskoordynowanych, chaotycznych ruchach :)

Miłego dnia.

14:47, ajamamswojezdanie
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 10 kwietnia 2017

No to jestem. Tym razem nie po trzech miesiącach, tylko trzech dniach, tym niemniej, jak widać trójka nadal rządzi :)

A jestem, bo akurat mam wolną chwilkę i postanowiłam przelać moje wątpliwości związane z ostatnim "niusem". Otóż, przeglądając dzisiejsze wiadomości, dowiedziałam się, że ma zostać zmieniony nieco kodeks pracy na korzyść płatności bezgotówkowych. To znaczy ministerstwo wymyśliło sobie, że rozszerzenie obowiązku wypłaty wynagrodzenia na konto ograniczy szarą strefę. Hmm... Jak dla mnie to trochę fantastyka, niekoniecznie naukowa. Prawda, że jest to wygodniejszy sposób płacenia i dla pracodawcy i dla pracownika, ale po wprowadzeniu zmian w postaci obowiązku podpisania umowy o pracę przed rozpoczęciem pracy, ten jest bardzo wtórny. Myślę, że nadal jest bardzo duża grupa pracodawców, którzy - chcąc ograniczyć koszty i wykorzystać sytuację - płacą pracownikom jakieś tam minimum na konto, a resztę "pod stołem". I planowana zmiana na to nie wpłynie.

Zatem jak dla mnie jest to tylko ukłon w stronę banków i zwiększenia im klientów. No dobra, jeszcze ułatwienie dla skarbówki i innych służb mających prawo do skontrolowania naszego konta. Może jeszcze dla komorników, bo to najłatwiejszy sposób wyegzekwowania długu. Ale jako sposób zwalczania szarej strefy jakoś tego nie widzę...

Poza tym takie mamy czasy, że nie jestem pewna czy to dobry pomysł, żeby trzymać wszystkie pieniądze w banku...

12:35, ajamamswojezdanie
Link Komentarze (1) »
piątek, 07 kwietnia 2017

Hmm... Zdaje się, że znowu dopadła mnie klątwa trójki. Ostatni wpis sprzed 3 miesięcy, z innej pory roku, choć zdaje się, że również skrobany wieczorem. Walczyć z tym czy odpuścić? - oto jest pytanie. Może po prostu pozostawię tę kwestię własnemu biegowi, bo wcześniejsze obietnice na niewiele się zdały.

Okazało się też, że na pstryknięcie palcami nie da się znaleźć pasji, prawdziwego hobby, w pełnym tego słowa znaczeniu. Nie pojawi się nagle coś co człowieka do tego stopnia zafascynuje, żeby mógł powiedzieć: znalazłem pasję w życiu. Ślęczę więc w wolnych chwilach w tym, co zwyczajnie lubię lub co postanowiłam sobie szlifować, czyli zwykle w książkach, "garach" - eksperymentując z autorskimi przepisami lub przeróbkami, a czasem też "grając" na pianinie. Musiałam napisać w cudzysłowie, bo bez tego brzmiało mi zbyt dumnie jak na moje marne umiejętności, o zdolnościach nie wspominając. Ale co tam, kariery pianistki nie zrobię; za późno na to, a grając dla siebie, dla przyjemności nie spieszy mi się z nauką.

W najbliższy weekend wejdziemy w końcową część okresu przedświątecznego. Marzy mi się piękna pogoda, żeby nie trzeba było znowu w święta przykisnąć w domu. Wcześniej też przyjemniej robiłoby się zakupy, sprzątało i gotowało, gdyby można było otworzyć okna i nie zmarznąć. Muszę wybrać się na wieś do zaprzyjaźnionego gospodarstwa po jajka i nabiał. Trzeba też będzie pamiętać o wcześniejszym zamarynowaniu mięs i zrobieniu zakwasu na żurek... Lubię ten czas. 

Ostatnio usłyszałam, że się starzeję... Objawem mojej starości na szczęście nie są wielkie zmarszczki, tylko upodobania. Koleżanki dodały do siebie trzy przesłanki: brak smartfona, brak FB i zamiłowanie do płyt winylowych, i na tej podstawie wyciągnęły wniosek, że straszny ze mnie dinozaur... Niech im będzie. Kiedy widzę jak się zachowują kiedy wyjdziemy np. do knajpki posiedzieć, tzn. ile czasu spędzają z nosami w smartfonach i te selfie co chwilę, bo przecież trzeba się światu pochwalić, że się wyszło z domu, to wolę być zacofana i cieszyć się realnym światem.

Niedługo po świętach, będzie kolejne wolne - długi majowy weekend. W tym roku bardzo długi, przynajmniej jak dla mnie. Marzył mi się wyjazd nad morze; przeglądałam nawet fajne apartamenty w Kołobrzegu, ale prawdopodobnie będzie jakiś problem z urlopem męża na cały ten czas, więc na razie pozostaję bez wyraźnych planów. Choć moim zdaniem już nienormalną sytuacją jest to, żeby na niecały miesiąc wcześniej nie wiedzieć czy dostanie się wolne czy nie...

Zrobiło się późno. Trzeba iść zrobić jakąś kolację i poczytać trochę :)

wtorek, 31 stycznia 2017

Nie, nie mam chandry, ani tym bardziej depresji. Na szczęście. Ale i tak po podsumowaniu mojego pozazawodowego życia wychodzi, że jest ono koszmarnie, beznadziejnie nudne. Zero pasji, mało przyjemności. Naganne marnowanie życia i chwil, które już nie wrócą. I z tym muszę walczyć. I z tym muszę koniecznie coś zrobić. Chętnie zakończyłabym te wywody słowem "amen", ale z tego co czytam, jest ono ostatnio grubo nadużywane przez osoby, z których poglądami nie chcę się utożsamiać, więc napiszę po prostu: wykonać ;)

Miłego wieczora.

I nocy też :)

Dziś Dzień Przytulania, przypominam :)

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Przełamałam trójkę :)

Nie - jak ostatnimi czasy - po trzech miesiącach, nawet nie po trzech tygodniach, tylko po dwóch i pół, zalogowałam się na bloga i postanowiłam pozostawić tu krótki wpis. Krótki - bo niestety końcówka roku nie sprzyja robieniu dłuższych przerw śniadaniowych w pracy. Ale postęp jest :)

Życzę Wam, moi Drodzy, dużo luzu w tym tygodniu. Jeśli nawet czegoś nie zrobicie, świat się nie zawali, nadal będzie trwał, nadal będzie się kurzył, brudził, itd. A tego co upiekliście czy ugotowaliście i tak będzie jak co roku za dużo, więc bez paniki, że jakieś tam plany niezrealizowane :) Nie dajcie się też zaganiać ze sprzątaniem, nie przeziębcie się przy myciu okien, bo nie ma nic gorszego niż świąteczna grypa. Luz. Włączamy dobrą muzykę i pomalutku robimy swoje, a jak nie mamy siły, to odpoczywamy. I tyle :)

Wesołych Świąt :)

czwartek, 08 grudnia 2016

To doprawdy wygląda na jakąś trójkową klątwę... Kolejny wpis po 3 miesiącach.

A przez te 3 miesiące niewiele rzępoliłam na pianinie, choć w ostatnim tygodniu to się trochę zmieniło, ponieważ uparcie ćwiczę kolędy :) Pachnące świeczki znowu mi się skończyły, więc trzeba powtórzyć wyprawę do pewnego wszystkim znanego szwedzkiego marketu ;)

Dwa tygodnie temu usunęłam dwa pieprzyki, teraz zastanawiam się czym smarować, żeby pozbyć się blizn. Czytałam, że skuteczne są maści silikonowe, ale że niezły jest też bio-oil. Pewnie wypróbuję oba specyfiki. Najważniejsze, że mam to już z głowy, bo zawsze strasznie się stresuję nawet niewielkimi, niewinnymi zabiegami.

Co do przygotowań do świąt, to mam ogarnięte tylko... pierniczki. Zawsze to jakiś początek, ale jednak początek. Za to wygrzebałam z czeluści szuflady płyty ze świątecznymi przebojami i wrzuciłam je do samochodu. Muszę się wprawić w odpowiedni nastrój, żeby w szybkim tempie - nie kolidując ze zwykłymi sprawami - wszystko załatwić. Najważniejsze, że usiadłam i zrobiłam listy: "must do" i "must buy" ;)

Miał być dłuższy wpis, ale zostałam dziś zerwana w środku nocy, później nie mogłam zasnąć i w konsekwencji jestem lekko śnięta.

Gdybym miała wpaść tu następnym razem za kolejne 3 miesiące, życzę Wam wszystkim Wesołych Świąt i szczęśliwego Nowego Roku już 2017... Oby ta siódemka w dacie była szczęśliwa :)

13:19, ajamamswojezdanie
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 września 2016

I znów upłynęły 3 miesiące od poprzedniego wpisu. Miałam pisać przynajmniej raz w miesiącu, a tu mi się kwartalnik zrobił ;) Wakacje zleciały bardzo przyjemnie na staraniach, żeby pogodzić wypoczynek z pracą, znaczy, żeby nie było zaległości, ale się jednocześnie nie narobić. Brak korków sprzyjał szybszemu powrotowi do domu, żeby złapać jeszcze trochę słońca. Niestety korki już wróciły, a jak wrócą studenci i rowerzyści zrezygnują z rowerów, to pewnie będzie jeszcze gorzej. Ale nie wyprzedzajmy faktów :)

Przez wakacje przybył nam nowy mebel - pianino, którego rodzice chcieli się pozbyć, więc z sentymentu zabrałam je do siebie. Przy okazji trzeba było nieźle pokój przemeblować. Jakoś wydawało mi się, że ten instrument jest mniejszy... Teraz od czasu do czasu ćwiczę (czytaj: rzępolę) utwory, które kiedyś uczyłam się grać. Jednak z graniem nie jest tak jak z niektórymi innymi rzeczami ;) i zapomina się jak to się robi. Czasem chłopaki się ze mnie śmieją i "akompaniują" na jakichś grzechotkach czy bębenkach podśpiewując dodatkowo naprędce wymyślane teksty :) A ja zapowiadam im zawsze w takich sytuacjach, że kiedyś się zdziwią jak nagram z partyzanta te ich przeboje i zrobię z nich gwiazdy youtube'a ;)

Wczoraj byłyśmy z siostrą w Ikea, bo skończyły mi się świeczki, a wieczorami lubię je zapalić. Co dziwne nie ciągnie mnie do tego zupełnie latem, za to jak tylko robi się chłodniej, od razu zapalam. Ciekawe która reklama utrwaliła w mojej głowie, że w chłodne wieczory miło zawinąć się w ciepły kocyk, z ciepłą herbatką w dłoni i zapalić koniecznie zapachowe świeczki... Siostra za to oglądała łóżka, bo uparła się na łóżko piętrowe dla dzieciaków, żeby miały w pokoju więcej miejsca do zabawy. Może miejsca będą miały więcej, ale jakoś czułabym dyskomfort na myśl, że moje dziecko śpi tak wysoko, tym bardziej, że zawsze wiercił się niesamowicie. Za bardzo bałabym się, ze spadnie. Oczywiście ona twierdzi, że panikuję, jestem nadopiekuńczą matką, że dzieci nie piją, a z łóżka spaść można jedynie po pijaku, itd. No dobrze, niech się urządza jaśnie oświecona i jaśnie wyzwolona jak chce. Jeśli kupi to i tak będę wiedziała pierwsza, bo będzie telefon: przyjedźcie pomóc mi to złożyć ;)

W naszej okolicy, w której do niedawna królowały wróble i sikorki, zadomowiły się gołębie i sroki. No i małe ptaszory gdzieś przepadły... Mam nadzieję, że nie zostały pożarte. Przez sroki, oczywiście, a nie przez gołębie.

środa, 29 czerwca 2016

Dziś dowiedziałam się, że na Zakopiance ma powstać tunel, który w końcu udrożni tę drogę. No, zobaczymy jak to wyjdzie w praktyce i czy nawet najdłuższy tunel zmniejszy korki na - jakby nie patrzeć - tej wyjątkowej drodze, praktycznie bez objazdów. Byłaby to miła wiadomość, bo po jednej wycieczce do Zakopanego samochodem, od tej pory wybieram pociąg. Co prawda w sezonie również potrafi być zatłoczony, ale czas dojazdu bywa nieporównywalnie krótszy.

17:15, ajamamswojezdanie
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
Tagi
Projektowanie Stron