RSS
środa, 21 września 2016

I znów upłynęły 3 miesiące od poprzedniego wpisu. Miałam pisać przynajmniej raz w miesiącu, a tu mi się kwartalnik zrobił ;) Wakacje zleciały bardzo przyjemnie na staraniach, żeby pogodzić wypoczynek z pracą, znaczy, żeby nie było zaległości, ale się jednocześnie nie narobić. Brak korków sprzyjał szybszemu powrotowi do domu, żeby złapać jeszcze trochę słońca. Niestety korki już wróciły, a jak wrócą studenci i rowerzyści zrezygnują z rowerów, to pewnie będzie jeszcze gorzej. Ale nie wyprzedzajmy faktów :)

Przez wakacje przybył nam nowy mebel - pianino, którego rodzice chcieli się pozbyć, więc z sentymentu zabrałam je do siebie. Przy okazji trzeba było nieźle pokój przemeblować. Jakoś wydawało mi się, że ten instrument jest mniejszy... Teraz od czasu do czasu ćwiczę (czytaj: rzępolę) utwory, które kiedyś uczyłam się grać. Jednak z graniem nie jest tak jak z niektórymi innymi rzeczami ;) i zapomina się jak to się robi. Czasem chłopaki się ze mnie śmieją i "akompaniują" na jakichś grzechotkach czy bębenkach podśpiewując dodatkowo naprędce wymyślane teksty :) A ja zapowiadam im zawsze w takich sytuacjach, że kiedyś się zdziwią jak nagram z partyzanta te ich przeboje i zrobię z nich gwiazdy youtube'a ;)

Wczoraj byłyśmy z siostrą w Ikea, bo skończyły mi się świeczki, a wieczorami lubię je zapalić. Co dziwne nie ciągnie mnie do tego zupełnie latem, za to jak tylko robi się chłodniej, od razu zapalam. Ciekawe która reklama utrwaliła w mojej głowie, że w chłodne wieczory miło zawinąć się w ciepły kocyk, z ciepłą herbatką w dłoni i zapalić koniecznie zapachowe świeczki... Siostra za to oglądała łóżka, bo uparła się na łóżko piętrowe dla dzieciaków, żeby miały w pokoju więcej miejsca do zabawy. Może miejsca będą miały więcej, ale jakoś czułabym dyskomfort na myśl, że moje dziecko śpi tak wysoko, tym bardziej, że zawsze wiercił się niesamowicie. Za bardzo bałabym się, ze spadnie. Oczywiście ona twierdzi, że panikuję, jestem nadopiekuńczą matką, że dzieci nie piją, a z łóżka spaść można jedynie po pijaku, itd. No dobrze, niech się urządza jaśnie oświecona i jaśnie wyzwolona jak chce. Jeśli kupi to i tak będę wiedziała pierwsza, bo będzie telefon: przyjedźcie pomóc mi to złożyć ;)

W naszej okolicy, w której do niedawna królowały wróble i sikorki, zadomowiły się gołębie i sroki. No i małe ptaszory gdzieś przepadły...

środa, 29 czerwca 2016

Dziś dowiedziałam się, że na Zakopiance ma powstać tunel, który w końcu udrożni tę drogę. No, zobaczymy jak to wyjdzie w praktyce i czy nawet najdłuższy tunel zmniejszy korki na - jakby nie patrzeć - tej wyjątkowej drodze, praktycznie bez objazdów. Byłaby to miła wiadomość, bo po jednej wycieczce do Zakopanego samochodem, od tej pory wybieram pociąg. Co prawda w sezonie również potrafi być zatłoczony, ale czas dojazdu bywa nieporównywalnie krótszy.

17:15, ajamamswojezdanie
Link Dodaj komentarz »
środa, 15 czerwca 2016

Imprezka, imprezka, a tu już dawno po, bo jakoś się nie złożyło wcześniej zrobić wpis. W każdym bądź razie udała się wyśmienicie, aż się nikt nie spodziewał takiego zjazdu rodzinnego i takiej zabawy. Śmiem twierdzić, że niejeden ślub wypadł przy tej rocznicy blado. Może też dlatego, że wszyscy się znają już jak przysłowiowe łyse konie :) Z prezentem się wyrobiłam, rzeczywiście był to obraz, który bardzo się spodobał. Zresztą co można kupić małżeństwu z tak długim stażem, od dawna urządzonemu we własnym domu, w czasach kiedy nie trzeba walczyć o miksery, sztućce, noże i żelazka? :) Którzy w dodatku często bywają w teatrach, opery i operetki nie lubią, a wycieczki i wyjazdy do sanatoriów czy spa lubią planować sobie sami... No ale to było już miesiąc temu...

A teraz? A teraz robi nam się piękne lato, z cudowną pogodą i mam nadzieję, że pod jego koniec można będzie również powiedzieć, że było piękne, że ominęły nas wszelkie żywioły, nie było niespodziewanych szkód i nieszczęść.

Czytałam dziś, że w wielu miastach przywracają możliwość hodowania pszczół. Cudownie, też miałabym ochotę postawić sobie jeden ul z tymi owadami. Jak tak człowiek patrzy na to co rośnie w ogrodzie i na pracujące pszczółki to nabiera ochoty na zdrowe rzeczy, na bio żywność z prawdziwego zdarzenia, a najlepiej z własnego ogrodu, gdzie wszystko jest pod kontrolą. Nie wiem dlaczego wcześniej hodowanie tych zwierzaków było zabronione. Ostatecznie ludzi atakują osy i szerszenie, a nie pszczoły. A ugryźć z gorszym skutkiem mogą choćby psy bezmyślnie spuszczane przez właścicieli bez kagańców, ani żadnych innych zabezpieczeń. Moim zdaniem to zmiana na plus, zwłaszcza teraz, kiedy na wsiach z powodu oprysków (nota bene nielegalnych) zginęło tyle pszczół, że inni rolnicy obawiają się o zbiory (ot taka to niesolidarna grupa Kargulowo - Pawlakowa ;) ). Wcale bym się nie zdziwiła, gdyby w mieście były bezpieczniejsze niż na naszej ekologicznej wsi.

A w przyszłym tygodniu w końcu doczekam się wizyty u endokrynologa... Nasze listy kolejkowe mają się świetnie, zostały tylko przeniesione ze sklepów do przychodni ;)

czwartek, 12 maja 2016

Już w weekend wielka rodzinna imprezka z okazji okrągłej 40-rocznicy ślubu. Miałam kupić jakiś fajny, wyjątkowy prezent, ale tak jestem zawalona pracą i zajęciami w domu, że nie mam czasu. Dziś do tego doszła jeszcze migrena. By to szlag. Nałykałam się różnych specyfików i mam nadzieję, że przejdzie do popołudnia i że będę mogła jakoś funkcjonować. Póki co robię wszystko, żeby głową nie ruszać i tak sobie siedzę jak kołek. W sumie wcześniej wymyśliłam sobie jakiś obraz na prezent, ale zamiast wybrać się na spacer po galeriach, zabrałam się za malowanie, tyle że pokoju i tak mi się to wlecze do dziś.

Jedyne pocieszenie, że imprezka w rodzinnym gronie, więc nie będę kombinować z kreacjami. Ubiorę kieckę tę co mam, tak samo buty i już.

poniedziałek, 04 kwietnia 2016

Jak ten czas leci... Za dwa tygodnie miną trzy lata odkąd założyłam bloga. Przejrzałam go sobie dziś i muszę z żalem stwierdzić, że miało być ciekawiej i częściej. Jednak nie jestem typem pisarki i jednak nie tak dużo się w moim życiu dzieje pasjonujących rzeczy, żebym rozwinęła w tym czasie moje "pisadło" i zdobyła rzeszę wiernych fanów ;) A jak już się dzieje, to zapominam, że prowadzę bloga i cieszę się chwilami w realu. Zresztą może to i dobrze. Jestem prekursorką dbania o własną prywatność ;) Co nie zmienia faktu, że moje motto "a ja mam swoje zdanie" jest nadal aktualne, tylko brakuje czasu, żeby się nim dzielić.

Ostatnio wiele emocji wzbudziła np. u mnie kwestia zmiany ustawy antyaborcyjnej i tego kto ją lansuje. Nigdy nie zrozumiem dlaczego przedstawiciele Kościoła tak się pchają w politykę, skoro nie potrafią zająć się porządnie tym do czego zostali powołani i dlaczego wypowiadają się na tematy, które ich nie dotyczą. Za chwilę, powołując się na dekalog, zaczną penalizować cudzołóstwo. A przepraszam, nie zaczną, bo niewielu księży by służyło posługą, gdyby za to trafiało się do więzienia. A o tym również mówi dekalog, więc czemu w tym przypadku przymykają oko? Dziwne, że biskupi nie rozumieją, że dekalog to zbiór zasad moralnych, a nie prawnych (a zwłaszcza jego interpretacja, bo nie jest to rozumienie wprost) i nie mają prawa narzucać swojego zdania całemu narodowi. Wczoraj pierwszy chyba raz poszłam do kościoła wkurzona zapowiedzią odczytywania listu. Stwierdziłam, że jak mi się nie spodoba, to po prostu wyjdę. A tu... niespodzianka. Najwyraźniej nasz ksiądz woli ewangelizację od polityki i listu nie odczytał tylko zajął się modlitwą. Brawo.

Wczoraj mieliśmy się wybrać na pierwszą wycieczkę turystyczno - gastronomiczną, ale piękna pogoda skłoniła nas do wyciągnięcia rowerów i wybrania się po prostu w plener. Aż chce się żyć.

Ostatnio moja siostra, która zwykle unika wnikania w jaki sposób działa komputer i programy, zainteresowała się informatyką i programowaniem. Myślałam, że z krzesła spadnę, bo zawsze były telefony jak coś tam nie działało. Jej pulpit jest usiany ikonkami, bo nie chce jej się wrzucać do katalogów, tylko robi bajzel na pulpicie. Ba, nawet nie korzysta z programów pocztowych, tylko z poczty w przeglądarce, bo inaczej sobie nie radzi. Tym razem postanowiła rozszerzyć swoje umiejętności i wzięła się za html'a i jeszcze coś tam innego. Oczywiście popieram ją w 100 procentach. Mój już zadeklarował, że jak się poduczy to chętnie skorzysta z jej usług. Może zrobi mu nową stronę internetową, albo poprawi formularze, z którymi sobie nie radzi, albo po prostu nie ma czasu. Mogłaby też zindywidualizować darmowy program do wystawiania faktur vat, którego używa z przyzwyczajenia, ale zawsze chciał jakieś tam poprawki wprowadzić. Także jak coś, to dziewczyna będzie miała zajęcie, bo przy jej zawodzie wyuczonym to dużych możliwości nie ma ani na rozwój, ani na zarobienie jakichś sensownych pieniążków. Grunt to kreatywność i próbowanie nowego.

środa, 09 marca 2016

Ostatnio było: "ups, już po świętach", a tym razem "ups, za chwilę święta" :) Jak to pewne rzeczy lubią się powtarzać :) Ostatnio też był problem co mu kupić na Walentynki, a tym razem jest: co mu kupić na Dzień Mężczyzn, który (o zgrozo) już jutro. Trzeba będzie wieczorkiem wyskoczyć gdzieś na zakupy. Całe szczęście, że oboje jesteśmy zwolennikami rozsądnych zakupów i prezentów (rozsądnych cenowo, a nie tzw. "praktycznych"), więc nie grozi mi żadna szybka pożyczka na poczet prezentu. Wystarczy coś miłego i symbolicznego, aczkolwiek i to trzeba znaleźć. Może trafię na jakiś fajny film, płytę albo książkę...

Ponieważ ostatnio mój Mężczyzna siedzi długo w pracy, zaplanowałam na jutro późny obiad przy świecach. Tak się zastanawiam tylko czy zaserwować królika czy jagnięcinę. Oba dania bardzo mu smakują, a zdecydować się muszę już dziś, bo jagnięcina musi poleżeć w panierce, a poza tym wino inne...

Ostatnio znalazłam fajną stronę z produktami z ekologicznych gospodarstw. Generalnie nie są to tanie rzeczy, ale od czasu do czasu można coś tam sobie sprawić, choćby i od święta zamówić jakąś swojską wędlinę, serek, rybę czy mleko. Zwłaszcza na to mleko się nastawiam, bo swego czasu przygotowałam na święta paschę z samodzielnie zrobionego twarogu, właśnie z takiego wiejskiego mleka i wyszła nieporównywalnie lepsza niż z serów "sklepowych". W tym roku też mi się taka marzy. Chociaż tak naprawdę zobaczymy jak się wyrobię. Wolnego nie brałam, więc do piątku normalnie pracuję. Mało czasu zostanie na zrealizowanie wszystkiego co sobie wymyśliłam, ale może Mężczyzna pomoże...

Wczoraj rozmawialiśmy, że rzadko kiedy gdzieś wyjeżdżamy. Zaproponowałam comiesięczne wycieczki, choćby jednodniowe. Obiecałam, że zorientuję się przed każdym wyjazdem w "atrakcjach kulinarnych" naszych miejsc podróży. Przyznam, że to mu wyraźnie poprawiło humor i zainteresowało. Jednak przez żołądek do serca mężczyzny prowadzi droga :) Także do serca do podróży :)

środa, 03 lutego 2016

Ups, święta już za nami. A także okres poświąteczny... Na szczęście zdążyłam przed wiosną, więc mogę mieć jedynie tę satysfakcję, że nie piszę raz na porę roku. Choć za oknem właściwie wiosna, mimo że jesteśmy w połowie zimy, w niegdyś najzimniejszym miesiącu w roku. Ciekawe, swoją drogą czy luty pokaże jeszcze "pazurki". Po ostatniej niby-zimie odczuwam pewien niedosyt tradycyjnych polskich zimowych potraw, w stylu gołąbki, bigos, kapuśniak, itp. ale z drugiej strony jakoś mnie do nich nie ciągnęło. Pogoda nie ta. Takie potrawy kojarzą mi się z rozgrzewką w chłodne dni, a takich jakoś za wiele nie było.

Za półtora tygodnia Walentynki. Jakoś przyjął się u nas w domu zwyczaj obdarowywania się prezentami i kolacji przy świecach. Wiem, że święto przybłąkało się w nasze strony, ale co szkodzi je zaadoptować, jeśli jest miłe :) W dodatku nie związane z żadnym krajem historycznie, tak jak np. święto dziękczynienia. Niech więc sobie będzie. Tylko co tym razem Mu kupić?...

A jutro Tłusty Czwartek. Smacznego :)

wtorek, 15 grudnia 2015

No to właściwie jesteśmy już przed samymi Świętami. Zapewne w większości domów już prezenty kupione, albo zamówione przez internet, bo co prawda na kupno w sklepie jest jeszcze trochę czasu, ale biorąc pod uwagę czas na dojście przesyłki, na zamówienia internetowe to już ostatni dzwonek. Pewnie także wielkie porządki są w toku i kompletowanie składników na świąteczny stół. Zapewne każdy też sprawdza codziennie prognozę pogody, żeby sprawdzić czego w tym roku można się spodziewać - i tu niestety optymistycznie nie jest. Miłośnicy białego puchu muszą zdaje się przeprowadzić w góry albo do Skandynawii. Jeśli o mnie chodzi to zakupy internetowe mam już odhaczone, ale pozostały jeszcze te "stacjonarne". I to niestety nie tylko spożywka, bo także prezenty mam jeszcze nie skompletowane. Trzeba więc będzie się pospieszyć, żeby później nie było paniki, że trzeba poświęcić czas na gotowanie, smażenie i pieczenie, a chciałoby się jeszcze coś dokupić. Niestety to nie koniec moich koniecznych konieczności do wykonania, bo i okna nie umyte i ogólnie dużo rzeczy do ogarnięcia zostało.

Od ostatniego szczęśliwego wpisu upłynęło trochę czasu. Znów trzeba wstawać za ciemności, a za tydzień pierwszy dzień zimy i najkrótszy dzień w roku. Później będzie już "z górki" i znowu będziemy mogli cieszyć się coraz dłuższym dniem i coraz krótszą nocą. I to jest bardzo optymistyczna wiadomość :)

Tymczasem w kraju negatywne emocje narastają. Jedni protestują przeciwko drugim, a drudzy przeciwko jednym, coraz mniej przebierając w słowach. Wychodzi z tego jeden wielki syf, więc omijam szerokim łukiem wszelkie wiadomości polityczne. Na grzyba mi tego słuchać. Mam swoje problemy.

Ostatnio mam fazę na oglądanie westernów. Lubiłam je jako dziecko, później mi przeszło, a teraz wróciło. Co prawda zaczęło się od dziwnego skrzyżowania westernu z science fiction pod tytułem "Kowboje i obcy", ale teraz przeszło do bardziej tradycyjnych filmów z gatunku, głównie tych starszych, chociaż pod choinkę zażyczyłam sobie film Wyatt Earp. Przez cały rok byłam względnie grzeczna więc powinnam dostać :) Fajnie byłoby dostać też Rio Bravo, ale przypuszczam, że film na DVD czy Blu ray jest niedostępny.

W tym roku po raz kolejny zetrzemy się pewnie w sporze o choinkę - prawdziwą czy sztuczną. Swego czasu kupiliśmy sztuczną, piękną nie powiem i strasznie drogą, ale mnie zawsze kusi, żeby jednak było to prawdziwe, pachnące drzewko, nawet nie jodła, która co prawda ma ten plus, że się nie obsypuje i nie kłuje, ale i duży minus - że tak nie pachnie jak świerk... Ech, chyba sobie włączę coś nastrojowo świątecznego...

poniedziałek, 26 października 2015

Cudownie mi się dziś wstawało. W końcu nie było ciemno, mimo pochmurnego nieba i mgły. Zmiana czasu to moje największe pocieszenie o tej porze roku.

11:52, ajamamswojezdanie
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 22 października 2015

Mam sobie żelazko, które dostałam dawno temu w prezencie. Dawno, bo to już prawie 13 lat temu. Pamiętam, że wtedy się z niego bardzo ucieszyłam, bo to była wypasiona nowość z teflonowym spodem. Tym pięknym teflonowym spodem nie nacieszyłam się zbyt długo, bo dziecko koleżanki, która przyszła w odwiedziny pobawiło się żelazkiem, oczywiście wyłączonym, które znalazło na podłodze, bo go nie zauważyłam i nie schowałam, a że podłoga była zapiaszczona, bo dziecko wcześniej bawiło się w piaskownicy, więc pięknie porysowało całą powłokę. Ale prasować można było dalej. Przez ten długi czas starałam się wlewać do niego przegotowaną wodę, żeby nie zrobił się kamień, ale oczywiście zdarzało się i tak, że woda przegotowana skończyła się, więc lałam z kranu. No i ostatnio przy prasowaniu zaczęło mi chlapać brudną wodą i wysypywać paprochy z kamienia. Rozkręciłam żelazko (a jakże), żeby je wyczyścić w środku, ale nie udało mi się dostać do źródła problemu. Wystukałam ile się dało, a później zastosowałam sposób na pozbycie się kamienia z czajnika tylko, że w stężeniu pół na pół - wlałam wodę i ocet. I wiecie co? Śmierdziało straszliwie, ale problem chyba się rozpuścił. Oczywiście wyparowałam i wypsikałam całą zawartość pojemnika, a później drugą, już z samą wodą. A teraz liczę na to, że na dłuższy czas będę miała spokój. Bo przecież nie wyrzucę działającego, sprawnego żelazka.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
Tagi
Projektowanie Stron